Pokazywanie postów oznaczonych etykietą priv. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą priv. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 lipca 2018

SZ- jak szacunek

Od Niedzieli jedna myśl chodzi mi po głowie, szacunek.
Jak ktoś nam zrobi coś "złego" to wogóle nie znaczy, że my też możemy! ( Nie znaczy też, że mamy być ofiarą!) jako dorośli, powinniśmy mieć w sobie tyle wewnętrznego rygoru wobec siebie samego, żeby umieć powiedzieć "Dowidzenia" zamiast " wypier...". (rozumiem, że do pewnych odbiorców dowidzenia nie trafi i po czwartej próbie, trzeba będzie ostro, ale... w pierwszym szeregu ma być szacunek). Dzisiaj zauważyłam, jak inaczej widzimy świat! Mamy podobny zawód, wykształcenie, środowisko itd a mimo to, widzimy i rozumiemy zachowania, zupełnie inaczej.
W ramach propozycji, przy kolejnej kłótni, moze warto zamilknąć i posłuchać, spróbować przełknąć te słowa po swojemu i spróbować zobaczyć siebie, oczami tamtej osoby.
Szanujmy się wzajemnie, nie rańmy celowo. A jeśli ktoś zrobi coś głupiego ( w naszym odbiorze) nie wyśmiewajmy, dla tego "głupca" może to być bardzo ważne, może kosztowne.

niedziela, 24 czerwca 2018

Znów prywatnie, o miłości

Mówisz "Kocham", za kilka dni w odpowiedzi słyszysz to samo wyznanie i przestajesz chodzić a zaczynasz unosić się kilkanaście centymetrów nad ziemią, nie czujesz zmęczenia. Czujesz się bezpiecznie. Love- znaczy dla mnie tyle co wszystko. Jeśli kiedykolwiek zdarzyła by się taka sytuacja, że jego syn potrzebował by np nerki a ja mogła bym być dawcą, nie zastanowiła bym się nawet minuty. (trudne z medycznego punktu widzenia, ale to ma być wyraźny przykład). Powiedzieli by, że przecież masz swoje dzieci, że nie musisz, żeby to dobrze przemyśleć, ale dla mnie nie ma tu nic do przemyślenia! Jeśli mogła bym się przydać, jestem na 100%. Jestem na dobre i złe.
Ale cały ten układ ideliliczny, zostaje odebrany, bo jestem HDK (dawcą krwi), bo ostatni raz krew oddałam ze 2 lata temu.
Wiecie jaką mam pracę, często ryzyko muszę kalkulować, ale nie zaryzykowała bym zdrowiem jego dziecka, gdybym miała jakieś podejrzenia. Może bagatelizuję, ale wiem też, że koleżanki i koledzy po fachu, wiedzą co znaczy Ryzyko, takie jakie i ja rozumiem.
Zaciera mi się różnica moje / twoje dzieci, kiedy jesteśmy razem (on i ja) dzieci są "nasze". Zawsze bardziej moje, bardziej jego, ale zrozumienie i zaangażowanie podobne.
Kocham nadal, bo umiem pokochać prawdziwie po 3 tygodniach, ale "ulotnić" takie uczucie po 3 tygodniach, nie.
Mówili, facet lubi "gonić króliczka", udawaj niedostępną, obojętną, niech się stara, niech zabiega. Znów nie posłuchałam, chciałam zapewnić poczucie bezpieczeństwa, że jestem, że dysponuję czasem dla niego, że są rzeczy które mogą poczekać w imię "nas", "naszego spotkania", wspólnego spędzenia czasu nawet na robieniu rzeczy z pozoru blachych i mało ważnych, ale scalających. Chciałam mu towarzyszyć w codzienności i uczestniczyć z nim w przeżywaniu tego.
Spłoszyłam go? Czy naprawdę muszę nauczyć się być "króliczkiem"? A może głupią zołzą (o ile jeszcze nią nie jestem).
Tekst zapewne będzie jeszcze edytowany. Musiałam to wykrzyczec gdzieś w eter. Dzięki jeśli ktoś to przeczyta.
Janusz, Kocham Cię.
Przepraszam, jeśli zawaliłam.
Dziękuję, było cudownie.
Proszę, idź na kurs tańca ;)