niedziela, 24 czerwca 2018

Znów prywatnie, o miłości

Mówisz "Kocham", za kilka dni w odpowiedzi słyszysz to samo wyznanie i przestajesz chodzić a zaczynasz unosić się kilkanaście centymetrów nad ziemią, nie czujesz zmęczenia. Czujesz się bezpiecznie. Love- znaczy dla mnie tyle co wszystko. Jeśli kiedykolwiek zdarzyła by się taka sytuacja, że jego syn potrzebował by np nerki a ja mogła bym być dawcą, nie zastanowiła bym się nawet minuty. (trudne z medycznego punktu widzenia, ale to ma być wyraźny przykład). Powiedzieli by, że przecież masz swoje dzieci, że nie musisz, żeby to dobrze przemyśleć, ale dla mnie nie ma tu nic do przemyślenia! Jeśli mogła bym się przydać, jestem na 100%. Jestem na dobre i złe.
Ale cały ten układ ideliliczny, zostaje odebrany, bo jestem HDK (dawcą krwi), bo ostatni raz krew oddałam ze 2 lata temu.
Wiecie jaką mam pracę, często ryzyko muszę kalkulować, ale nie zaryzykowała bym zdrowiem jego dziecka, gdybym miała jakieś podejrzenia. Może bagatelizuję, ale wiem też, że koleżanki i koledzy po fachu, wiedzą co znaczy Ryzyko, takie jakie i ja rozumiem.
Zaciera mi się różnica moje / twoje dzieci, kiedy jesteśmy razem (on i ja) dzieci są "nasze". Zawsze bardziej moje, bardziej jego, ale zrozumienie i zaangażowanie podobne.
Kocham nadal, bo umiem pokochać prawdziwie po 3 tygodniach, ale "ulotnić" takie uczucie po 3 tygodniach, nie.
Mówili, facet lubi "gonić króliczka", udawaj niedostępną, obojętną, niech się stara, niech zabiega. Znów nie posłuchałam, chciałam zapewnić poczucie bezpieczeństwa, że jestem, że dysponuję czasem dla niego, że są rzeczy które mogą poczekać w imię "nas", "naszego spotkania", wspólnego spędzenia czasu nawet na robieniu rzeczy z pozoru blachych i mało ważnych, ale scalających. Chciałam mu towarzyszyć w codzienności i uczestniczyć z nim w przeżywaniu tego.
Spłoszyłam go? Czy naprawdę muszę nauczyć się być "króliczkiem"? A może głupią zołzą (o ile jeszcze nią nie jestem).
Tekst zapewne będzie jeszcze edytowany. Musiałam to wykrzyczec gdzieś w eter. Dzięki jeśli ktoś to przeczyta.
Janusz, Kocham Cię.
Przepraszam, jeśli zawaliłam.
Dziękuję, było cudownie.
Proszę, idź na kurs tańca ;)

czwartek, 15 lutego 2018

dzisiaj będzie krótko...

pkt 1. "Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia"

pkt 2. Dziękuję Agata!

poniedziałek, 12 lutego 2018

Karuzela uczuć

Karuzela w mojej głowie... Taaak, zdecydowanie słowo "karuzela" pasuje tutaj idealnie. Maszyna do sprawiania radości, a później i tak masz trochę mdłości i mieszane uczucia... No i ja znów o uczuciach, ciach, ciach... Od pewnych trzeba się odciąć i już! Hop! Pozwolić im odejść, zakopać się i pozwolić im pozostać cudownym wspomnieniem radości, ekscytacji, przyjemności... Są dni, kiedy mówię: "dobra! koniec z rozczulaniem się! Było minęło, wszystko co dobre, szybko się kończy (czasem za szybko)", "wstań!", "walcz!!" Są dni, kiedy mówię podobnie: "wstań i idź walczyć- o niego! O wasze szczęście i waszą Miłość" Są też dni, kiedy mówię: "dlaczego?!", "o jeju, jeju" No i nie wiem, czy iść do przodu i walczyć o siebie?! czy iść i walczyć o eŁa, czy schować się pod kocem i wyć. No sama nie wiem. Trzecia opcja opłaca się najmniej, bo jak nie będę pracowała a zachowywała się jak mazgaj, to odbiorą mi dzieci! Została więc opcja "WALKA" Walka o siebie czy o nas? Żeby walka o nas miała sens, on musiał by chcieć być "zdobyty" a zdobywanie Czarnego to sprawa arcy trudna! Po 1 trzeba umieć odczekać, a ja już o zawaliłam, nie umiałam poczekać... "zaatakowałam" zamiast "zdobywać". Po 2 on jest uparty i honorowy, nawet jeśli będzie chciał, to i tak nie pozwoli sobie na to. Wisienką na torcie, jest sposób odzyskania jego zaufania- nawet nie wiem czy to możliwe... Drogą logicznej dedukcji- WALKA o siebie ( no i dzieciaki- wiadomo) Pewnie i tak dopadną mnie dwie poprzednie opcje, albo jeszcze jakieś inne, pośrednie albo w ogóle jakieś nowe... spróbuje wtedy wrócić do tego tekstu, by się jakoś trzymać pionu, funkcjonować i ... zapomnieć?!

Prywatny powrót na bloga

Przełomowe momenty naszego życia, wiążą się z jakimiś emocjami i chyba to właśnie one powodują, że te momenty są dla nas tak wyjątkowe. Momenty są albo cudowne albo fatalne, rzadko się mówi o przełomowym momencie życia, że "był nam obojętny" lub że " nie przeżywaliśmy tego". Bo to emocje, uczucia, okazują się grać tutaj kluczową rolę. Nie wiedziałam, że uczucia są tak ważne i determinują tak wiele tego, co przeżywamy. O! Śmierć, narodziny, rozstanie czy połączenie, to momenty zwrotne, z czasem przywykamy do "efektów" tych zdarzeń, ale w momencie kiedy one się właśnie dzieją, nic innego nas nie obchodzi. No i ja własnie w jednym z takich zwrotnych momentów życia jestem, i nie chodzi mi tutaj o to, że nagle piszę na blogu i że piszę o zupełnie prywatnych sprawach, ale właśnie o rozstaniu i jego przebiegu. Wyobraźcie sobie, że czuję się w tej chwili jak bez nóg. Czuję się tak, jak by ktoś (a dokładniej, moi rodzice) obcięli mi te nogi! Jak by obcięli mi je po to, abym nie potknęła się! Żebym lepiej leżała, sobie w łóżku bezpiecznie i spokojnie, ale przynajmniej się nie potknę... Może kiedyś mi te nogi "odrosną", może "założę protezy" albo nauczę się żyć bez kończyn dolnych, ale dzisiaj! TU i TERAZ leżę bez nóg i cierpię!!! Straciłam tak wiele, z tak błahego powodu... stało się to bez mojej wiedzy i zgody; poszłam spać, a rano budzę się i już po amputacji... Trochę se głupie porównanie wzięłam, ale trochę "gupia" to ja jestem. Ludzie, jeśli ktoś to przeczyta, powiem Wam, że żałuję, że zasnęłam, że opuściłam gardę... Oni są nadal obok mnie, nie zostawili mnie, tylko że to ja teraz leżę zależna od nich. i TU i TERAZ przeżywam; dzisiaj wisi mi susza w Afryce, dziura ozonowa czy topniejące lodowce! Dzisiaj skupiona jestem na czubku własnego nosa! nie mogę się otrząsnąć- przeżywam. Głośno o tym mówię i nawet piszę, bo już nie wiem jak ineczej mam pokazać, że przeżywam, cierpię i rozczulam się nad sobą... od 30.07.2017 byłam najszczęśliwszą "gupią" na Ziemi, a od około 2 tygodni "leżę w łóżku", smucę się. Jeśli macie drugą połowę, to dbajcie o nią tak, jak by jutro miało Wam tych nóg zabraknąć! Uśmiechnij się do swojej partnerki, powiedz jej by olała zmywanie, weź ją na kolana i przytul. Brudne naczynia nawet jak postoją dwa dni to nie uciekną, a Wam nogi ktoś może obciąć, jak się zdrzemniecie! Kobieto, idż do garażu gdzie Twój mąż grzabie przy aucie, weź dwie ciepłe herbaty i usiądź na jakimś kartonie i posiedź z nim choć 30 min, niech wie że Ci zależy. Starajcie się o siebie nawzajem! Sprawiajcie sobie radość! Choć najmniejszą... Kochajcie się tak, jak my kochaliśmy się z Czarnym- bez granicznie w 100% zaufaniu.

wtorek, 31 marca 2015

o dzieci wychowywaniu

Dzisiaj na FB napisałam taki post: Tak się podzielę przemyśleniem w sprawie wychowywania dzieci. Każdy kto kiedyś coś czytał w tym temacie, pewnie trafił na taki pomysł, żeby dzieci miały regularny tryb dnia; drzemka mniej więcej o stałej porze, posiłki i kąpiele podobnie. No i kurczę Wam powiem, że ktoś kto tak myśli i robi, chyba ma rację (ja też się staram). Bo jeśli wiesz, że Twoje dziecko robi drzemkę od 12 do 13 to nie umówisz się na spacer ani o 11.30 (chyba, że masz dziecko w wózku), ani 12, ani nawet 13. Kurna, no i super, Ty unikasz zmęczonego marudy, nie będziesz musiał go dźwigać jak Ci gdzieś 'padnie' po drodze i sam jesteś w miarę zrelaksowany wobec tego. Teraz jestem w Mongolii, i tutaj dzieci nie mają takiego planu dnia i widzę jak to męczy rodziców i przede wszystkim maluchy! O rany, a to przecież, takie proste. Wiadomo, plan dnia musi być dość elastyczny, ale jednak plan. O! Dodam tylko, że w Mongolii często dzieci się nosi, rzaaadko kto, wozi je w wózku. Dlatego ten problem, tak tu się uwydatnia. Wczoraj w autobusie, pani z maluchem na rękach, może miało z 9 miesięcy i jeszcze synek, może 4,5 roku. Pani siedzi z maluchem na rękach wiadomo, chłopiec przed nimi- zasypia, ona go budzi, on zasypia, ona go budzi i tak przez większość podróży :) przyszedł czas na wysiadanie a on śpi :) autobus szarpie, bo próbuje wbić się na przystanek, ona z tym maluchem w jednym ręku, drugą ręką próbuje zgarnąć tego starszego. O rany, ostatecznie wysiadła na wybranym przystanku, ale co się na szarpała, to jej. SZACUN, bo nawet się nie wściekła. Ale może jak by dzieciaki miały taki plan dnia, to 4,5 latek nie był by w autobusie w czasie drzemkowym. Kuba też lubi sobie pospać w autobusie, ale nie zasypia 'jak kamień' , bo staram się, żeby czas drzemkowy był w domu. Do you want to read this text 'about children' in English?

piątek, 21 listopada 2014

na stare śmieci... czyli... ZNÓW W MONGOLII

Przyjechaliśmy tutaj ( Scouting Train' ową ekipą, Kuba i ja), pod koniec sierpnia 2014. A teraz został już, tylko Kuba i ja. Znajome miejsca, znajome twarze, język, nowa praca, nowe wyzwania... faaaaajnie :) pozdrawiam i będę znów pisała :)

piątek, 18 kwietnia 2014

Dajcie mi kałacha!!!

Dajcie mi kałacha, żebym mogla się rozliczyć z tymi

co bija i mordują małe dzieci,

tymi co gwałcą je i wmawiają poczucie winy,

co się znęcają nad słabszymi.



Dajcie mi kałacha, żebym mogla nauczyć przywódców świata,

ze wojna jest przegrana dla wszystkich,

żebym mogla bogatych nauczyć dzielenia

i wyrozumiałości.



Dajcie mi te bron, którą rozliczę palące i pijące w ciąży matki,

ojców palących papierosy, z dzieckiem w samochodzie.



Dajcie takie wiezienie, z którego nie wyjdzie żaden zbrodniarz,

bez odroczenia wyroku, bez łagodzenia kary- dożywocie!



Dajcie mi narzędzie, wykrywające zbrodnie nim się staną,

nieomylny wykrywacz kłamstw, magiczna różdżkę na wszystkie choroby.



O, Panie!

Błagam- przebacz mi.



Daj modlitwę, cierpliwość, mądrość i zrozumienie.

Daj pokorę, skruchę i sprawiedliwość.



Przebacz mi za brak modlitwy, cierpliwości, zrozumienia,

przebacz za brak pokory i samosądy.



Proszę Cie Panie



Wspieraj nas w tym trudnym czasie i naucz nas,

rozwiązywać problemy modlitwa i oddaniem w Twój Boski Krzyż.



Wybacz nam, prowadź nas... Amen.

- Tak mi wyszło, przemyślenie, które natchnęło mnie dzisiaj rano, ze nie jesteśmy nie omylni, popełniamy błędy, a tak łatwo nam wypominać to innym, bo uważamy się za lepszych. Czy jesteśmy lepsi? Tylko pozornie, bo samo myślenie o swojej wyższości nad kimś innym, jest już dostatecznym dowodem na to, ze nie jesteśmy. Tak bardzo w ostatnich dniach, staram się znaleźć "cudowne" rozwiązanie na wszystkie problemy: przemoc, wojnę, głupotę... a odpowiedz jest obok- modlitwa. Teraz tylko uwierzyć w jej sile, oddać się bezgranicznie i modlić się gorąco ( to takie trudne), za siebie- by pozbyć się pychy i za cala resztę.

niedziela, 13 kwietnia 2014

Wietnam.

Dwa lata temu, oglądałam filmik o dziecku z Malezji, a teraz w ręce trafił filmik z Wietnamu. Co się dzieje na tym świecie?! Nie wiem, jak można być okrutnym wobec dzieci, którymi się człowiek opiekuje. No i teraz, czy takiego potwora, który krzywdzi dzieci, można nazwać człowiekiem?! Tym razem wysłałam list do Ambasady Wietnamu w Polsce, celem zdobycia informacji. Zobaczymy... Mam nadzieję, że na ziemi spotka ich kara; dobrze, że Pan nas z tego rozliczy!

wtorek, 21 sierpnia 2012

Skype

Uwaga, chwilowo nie mam dostępu do Skype martabejm, obecnie używam mantunia8ggz. Wszystko sie zmieni, jak przypomnę sobie hasło :) Wszyscy uprzejmi, proszeni są o odezwanie się do mnie, na tego użytkownika "mantunia8ggz" celem utrzymania kontaktu ;)