Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mongolia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mongolia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 grudnia 2009

Pierwsza DUŻA animacja po powrocie

Wróciłam.
Wiecie.

W mojej parafii, Świętego Andrzeja Boboli w Gdyni, zorganizowałam animację, której celem była zbiórka pieniędzy na potrzeby chłopców Domu dla Dzieci Ulicy w ukochanej Mongolii!!! Moi drodzy, zebraliśmy prawie 4.800zł!!! Czaicie bazę?! Bo ja nie do końca! Było super, Parafianie kolejny raz pokazali MOŻEMY!!! Było świetnie! Będzie jeszcze lepiej! Mongolia- czekajcie na kasę, kupcie opał i buty! Tylko nie byle jakie ;)

niedziela, 20 września 2009

A w domu naszym zmiany


Redukcja pracowników, czasem jest modą a czasem koniecznością, bez nie wypełnienia której, nie można iść dalej. I tak o to, nie pracuje już u nas kilka osób, a jedna nawet na własne życzenie. Tym o to sposobem, pojawili się wolne etaty, które trzeba wypełnić, bo świnie i krowy jeść muszą. Mnie została przydzielona ta zaszczytna i pachnąca funkcja, opieki nad koleżankami- świnkami. Z Puncakiem i z Mynde, dwa razy dziennie, szykujemy jedzenie i karmimy nasze koleżanki. Przepis nie jest jakiś wyjątkowo trudny, 20 łopat namoczonego ziarna, 10 wiader piawnego szaru (słodu po produkcji piwa), pół worka mąki, trochę suchego chleba, jakaś fasola, obierki i witaminki. Wymieszać to z wodą z bajorka i podać do spożycia, życzymy smacznego! A śmierdzi to, że hoho ale laski zajadają jak trzeba, a ich szczęście się dla nas liczy.

W szklarni, gorąco, mamy wielkie ogórasy, pomidory się nie czerwienią ale są już duże- tylko w jednej szklarni pozwijały im się liście, nie wiedzieć czemu. No ale, kabaczek jest gość, nikt nie wie do czego go używać! I tak sobie eksperymentujemy, a to do sałatki a to do gulaszu, a może usmażyć? Ale, już nie długo szklarni nie będzie- będą zabrane do Darkhan, tam się nimi dobrze zajmą- a nasza farma będzie zamykana.
No właśnie, krowy, z krowami umawia się Bajmuch i Batulag, ganiają się z nimi, ciągną za wymiona i szukają je po „polach” jak się zgubią. A raz nawet byczka.

W sobotę i Niedzielę gotowałam ja! To już dwa albo trzy weekendy kiedy poczynam Se w kuchni, tylko, że po ostatnich poczynaniach… bolały brzuchy. Ja nie jadłam, bo byłam na urodzinach, ale ci co zjedli, mięli problemy, no ale nie duże w końcu.
Szkoła, mięliśmy szkołę u nas w domu, pamiętacie? To już jej nie ma, chłopacy z Father Wiktorem, dosłownie rozebrali ją na części. Ale jest i powód tego wandalskiego zachowania, przy naszej salezjańskiej szkole w centrum- Don Bosco- powstaje nowa, szkoła kontenerowa. Z kontenerów, poustawianych, zespawanych i ocieplonych, powstaje szkoła, no i potrzebowali dach, więc dostali z Amgalan.
Od pierwszego września, mięliśmy już mieszkać w „nowym” Savio, ale nasz nowy domek, jest nie gotowy. Jeszcze trochę. Wyzwania do pokonania, na każdym kroku, bez wsparcia Pana, mogło by być ciężko i ludzie, którzy tego tutaj nie doświadczają, mogą tak pomyśleć! Ale ludzie, nie jest źle! Z nami jest Pan! No i z Wami też, tylko dajcie mu się odszukać i zadziałać, tylko nie myślcie, że On będzie działał, jak Wy będziecie siedzieć! Szukajcie Jego drogi i nią idźcie, a On Wam pomoże. Będziecie mogli Go doświadczyć, ale i On doświadczy Was, w miłości!
Umacniajcie się więc, spowiadajcie, żyjcie w Komunii z Bogiem.
Powodzenia
pozdro

Obóz


Cześć!
Obóz zakończony!
Udany na 8,5/10 więc nie źle jak na pierwszy obóz!
zdjęcia na picasaweb.google.pl/nartabejn
zapraszam!
warto

Przy okazji, DZIĘKUJĘ bardzo Wszystkim, którzy dali nam pieniądze na ten obóz!
Dzięki Wam, obóz był udany i owocny!

Bardzo Wam Dziękuję
modliliśmy się za Was i myślę, że nie zapomnimy

Wasze Baden- Powell Tornado

poniedziałek, 13 lipca 2009

Stress na maksa


Jutro wyjazd na kwaterkę! Boże, jak się boję! Mam stres porównywalny, ze stresem przed maturą! Nie mamy wszystkiego, ale to nie jest największy problem. Większy problem jest z tym, że ja nie wiem, czy moi scouci, będą tacy, jak być powinni. Boję się, niech to dundel świśnie, no!
Ale, jak nie spróbujemy, to się nigdy nie dowiemy.
Będzie dobrze, przecież od jakiegoś czasu już, przygotowujemy się do obozu. Kadra młodzieżowa zna plan, menu, podział obowiązków, zaplanowaliśmy razem kuchnię i stołówkę, i inne takie obozowe.
Trochę tylko nie wiem "w co ręce włożyć". Czy ważniejsze jest zrobienie listy brakujących produktów czy spakowanie leków, a może...? eee, tam, będzie co ma być- prawda Jezu? Ty nam pomożesz? Tak, to dzięki Panu uda się nasz obóz :) przez nasze ręce prześle dla naszych scoutów to najlepsze. Żeby tylko sił nie brakło, i pogody ducha, samokrytyki, pomysłów, słońca, jedzenia, wiary, wytrwałości, stanowczości...
Nie braknie, prawda?
Trochę gdybam, no cóż, przepraszam.
Módlcie się za nas, i żeby pogoda była ładna :)
Wiecie, to jest tak, że tu za ścianą, w Kaplicy jest Pan, ale niech On i na obóz z nami pojedzie, żeby się nie zagapić i Go spakować- a może On już siedzi w autobusie? Wpisałam Go pierwszego na listę- niezbędne!
Nie zapomnę :)

niedziela, 5 lipca 2009

Czasem


Czasem, ale nie za często, jest tak, że się człowiekowi tęskni. Tęskni się za różnymi osobami, miejscami, rzeczami. Ale to nie jest tak, że dlatego mogło by chcieć się wracać, czasem są dni, że chce się wracać, bo "ręce opadają". Brakuje mi GDYNI, to chyba pierwsza osoba, z którą tęsknię, bo najbardziej czuję różnicę: Ułan Bator- Gdynia! To chyba jeden z większych kontrastów jakie tu mnie spotkały. Do "Kontrastu" też chętnie bym poszła, nie powiem. Brakuje mi 8, tych zuchów, które przyjęły Prawo Zucha, jako swoją drogę, i teraz przyjęły Prawo Harcerskie, i wymagają od siebie.
W zasadzie, to nie tęsknię, tylko czasem tak mi przyjdzie coś do głowy, jak dzisiaj, że może trochę czegoś brak.

Dzisiaj kolejna udana zbiórka, przygotowania do obozu pełną parą, choć nie mamy jeszcze wystarczającej ilości pieniędzy, nie rusza mnie to! Są ważniejsze sprawy, niż kasa :) mamy miejsce na obóz, wodę pitną, drewno, kilka drzew, rzekę, kucharza, 1/3 zakupów programowych za nami.

To będzie najtrudniejszy obóz w moim życiu, z kilku powodów. Co nas nie zniszczy, to nas wzmocni, prawda? Boję się. Będzie ciężko. Pierwszą sprawą do zabrania na obóz, musi być Wiara! Bo się uda! przecież, nie było jeszcze tak, żeby nie było?! Prawda!

Po obozie napiszę
Teraz wracam w ciąg prac przygotowawczych, mało czasu zostało!
Trzymajcie kciuki, módlcie się... ma się udać!

Czuwaj!
udanych i bezpiecznych wyjazdów! Uważajcie na podopiecznych i na siebie!

niedziela, 14 czerwca 2009

Numer konta [engl. version]



- chusta tymczasowa- barwy mamy szaro-żółte-


ZAINTERESOWANYM

może lepiej lub łatwiej będzie na Polskie konto (moje)

Lukas Bank
Marta Bejm
ul.Sucharskiego 7a/1
81-157 Gdynia

07 1940 1076 5526 7995 0000 0000




To whoever it may concern
This is my account number-I thought it May be easier for you to use this account:
07 1940 1076 5526 7995 0000 0000
Lukas Bank
Marta Bejm
ul.Sucharskiego 7a/1
81-157 Gdynia
Poland

sobota, 13 czerwca 2009

Jeszcze tylko 16 [engl. version]



Znalazła się pierwsza OSOBA!

jeszcze tylko szesnaście osób, i całą drużyną pojedziemy na Zlot i na Obóz drużyny :)

Kocham Was ludziska!

Dziękuję Ci Olu :)

jeśli ktoś chce pójść w ślad Oli, serdecznie zapraszam i polecam:

Trade and Development Bank of Mongolia

Ulaanbaatar

Branch Number of bank – 804

TDBM MN UB

Don Bosco Youth Center

account 404116246

z dopiskiem: Amgalan-Scouts-Tornado



We have very first person!
We only need 16 more people and then all of us ( our all team) will be able to take a part in our summer camp!

I love you guys!
Special thank you for Ola!
If you would like to follow Ola do not hesitate to make some donation for our scouts:

Trade and Development Bank of Mongolia

Ulaanbaatar

Branch Number of bank – 804

TDBM MN UB

Don Bosco Youth Center

account 404116246

Don’t forget to add: ” Amgalan-Scouts-Tornado”

Jest ciężko [engl. version]


... ale mnie, nie bardzo.

Rozmowa z jednym z naszych chłopców, zaczęła się standardowo.
Pytałam: -jak było kiedy byłeś w domu? -jak się ma rodzeństwo i rodzice? -jak zwierzęta? -czy spotkałeś się ze znajomymi?
Odpowiadał zwyczajnie: -w domu ok; -rodzeństwo zdrowe, ojciec trochę choruje, pojawiają mu się białe plamy na oczach, słabiej widzi, mama raczej nie narzeka; -zwierzęta dobrze, spasione; -spotkałem jednego kolegę, pojeździliśmy razem na motorze, trochę popracowałem.
I teoretycznie, nasza rozmowa powinna się skończyć, ale tak się nie stało, on ciągnął dalej, już innym tonem: "wiesz Marta Sister, ja nie płaczę często, ale ja byłem w domu, to w nocy płakałem. Płakałem widząc zmęczenie moich rodziców... ...ja naprawdę nie płaczę często... ...ale jest im bardzo ciężko... ... a ja nie umiem im pomóc. Tu mam jedzenie, mieszkanie, wodę, szkołę, pracę, naukę i towarzystwo... a oni...?"

I pozostawił mnie z takim pytaniem.
Znam wielu wspaniałych 19sto latków w Polsce, ale jak wielu z nich widzi krytyczne zmęczenie swoich rodziców? Kto z nich się nad tym zastanawia? Kto to musi oglądać?

Poruszyła mnie ta rozmowa, i jakoś zapadła w pamięć. Była ze 2 tygodnie temu, ale dopiero dzisiaj się zebrałam, by coś napisać w tym temacie.

Z poważnych spraw, to tyle.
-------------------------------------------------------------------------------------

Reszta, jest bardziej radosna :)
- mamy wakacje, dzieci prawie cały czas w domu, biegają po podrórku
- 16-26.07 odbędzie się obóz naszej drużyny scoutowej: B.-P. Tornado! (dumamy cały czas nad numerem :) mobilizuję ich do 8ki, ale to się zobaczy).
- wczoraj się wyspowiadałam- dostałam drugie rozgrzeszenie po Chińsku :)
- odwiedził nas Prowincjał, dał kasę na lody
- moja dela, jeszcze się nie szyje, ale już może nie długo
- w tym tygodniu Iwi trochu się pochorowała, ale już jest git- tak mówi
- mięliśmy dzisiaj jechać popływać w rzece, ogoliłam nogi z tej okazji, i nie pojechaliśmy, wobec tego, założę jutro spódnicę na Mszę ;)
- ważę 67,5 kg :) to pocieszające, że trochę spadłam
- przejaśniały mi włosy od słońca
- nie gram ostatnio w żadną piłkę, ale zacznę
- teraz miałam "dyżur" w kuchni i w pralni jednocześnie, i przy najmniej roboty trochę było, to nie było czasu na głupoty :)
- lubię pracę w pralni, i lubię prasować, nienawidzę męskich koszul i spodni na kant!!!
- dodałam parę zdjęć na Picasę
- nie wyszedł "Walk of the World" przez głupotę tutejszych urzędników
- zamykają Polską Ambasadę w Mongolii
- wysłałam list do Prezydenta Gdyni z pozdrowieniami z Mongolii
- wysłałam list do 8 Gdyńskiej Gromady Zuchowej "Źródlane Elfy"
- piszę podziękowanie dla Ewki Mamy i Cioci, za leki i opatrunki, które dały nam za FREE
- pada deszcz
- rozmyślam nad powrotem do domu przez Chiny, ale nie chcę wracać, i nie myślę teraz o wracaniu, myślę o Chinach
- szukam sponsorów na obóz, bardzo chcę, żeby się odbył! Jeśli ktoś chce pomóc, niech się nie krępuje z przekazaniem kasy! Proszę, popytajcie jak macie gdzie :)
- nie pojedziemy na 5 dniowy zlot, bo nie mamy kasy! 35.000 tugruków za łeb, to jakieś, 72zł od osoby. Masakra... i trochę dół z tego powodu, kurka tyle ludzi ma kasę, i tak jak by każdy odpalił, powiedzmy ze 200zł, to każdy mój scout, mógł by pojechać i na zlot i na obóz. Potrzebuję około 17tu takich osób.

Nie wiem co więcej pisać, tyle się dzieje.
Jest wspaniale, to chyba tyle.

Byliście na procesji Bożego Ciała? Lubię procesję :)

Jeśli przeczyta to jakiś harcerz, zuch, to poproszę o przestrzeganie Prawa Harcerskiego i Prawa Zucha, Przyrzeczenia Harcerskiego i Obietnicy Zucha.
A to dlatego, że sami decydujemy się na to, żeby stać się Zuchem lub Harcerzem i do tego nikt nas nie zmusi! Więc jeśli chcemy sami z siebie, przyjmijmy więc ten obowiązek i przestrzegajmy go. Bo staram się wytłumaczyć to moim w drużynie, że scout to dobrowolne powiedzenie |T|A|K| przygodzie, pracy, radości, zabawie, ale także obowiązkom, wymagającemu życiu, i przestrzeganiu praw i przyrzeczeń.

Serdecznie pozdrawiam
Zbiór Bzdur

tucha

It's really hard...

… but not for me!

I had a conversation with one of our boys. It has started very normal.
I did asked him: “how was when you went home last time?”, “how where your brothers and sisters?”, “are your parents ok?” what about animals?”, “have you meet any of your friends?” He just said that ”everybody have been fine, just... dad is a bit ill. He has developed a white spots on his eyes and he can bearly see. Mum isn’t complaining at all. Animals are fine, I have meet my friend and we have been motorbiking and I have been working a bit aswell.”

Normally our chat will finish just like that, but then he said...
“ You know Marta... I’m a kind of person which doesn’t cry very often but... when I was at home I did cry a lot at night... I have been crying because i can’t help that my parents are so tired... I don’t cry Marta but I’m so helpless. I have where to live, food, fresh water, I have school, education, work and friends. What they have?”

And he left me with question like that...
I know couple of 19 year old ones which are wonderful people in Poland but how many of them will release about condition of their own parents? Which of them will even though about that? Who care?

This really get to me... We had that conversation couple of weeks ago but I was constantly thinking about what he said and I just manage to tell you about my worries.

That’s all folks from really serious things!

It’s time for more cheerful things to talk about!
*We have summer term now, so most of the time kids are at home or they’re playing around the house.
*16th-26th of July we are going to have scout camp- we keep thinking about number for our team and I like No 8 ( no wonder why !).
* I had a confession yesterday and it was given second absolution in chinesse
*We had a visitor-priest and we have been given some small amount of money so we could buy some ice cream for kids.
*Sewing my dell is still in plans just yet, but hopefully in very near future...
*Ivi wasn’t well this week but she says that she is fine now.
* We suppose to go swimming in the river so I even shaved my legs today, but we didn’t go, but well... i can wear skirt tomorrow when we will go on mass.
*My weigh is now 67,5kg and I’m glad that i managed to lose some ;)
*My hair gone lighter because of sunshine.
*I had no time to play football last couple of weeks but i have to start now again.
*I was on duty in the kitchen and laundry at thesame time so at least I had something to do.
* I like my duty in laundry. I like ironing but i hate man shirt and suite trousers.
*I have added couple of pictures to my picassa web album.
*We was going to take a part in “walk of the world”- but because of “white-collar worker” we couldn’t.
*I have send a letters to Governor of Gdynia and to my little friends from 8th cubs group from Gdynia.
* Big thank you for Ewa, Mum and auntie which send us medication, dressings and bandages for FREE.
* It’s raining!
*I was wondering about my way back home via China, but i don’t really wan’t to go back, i don’t think about that! I’m thinking about China.
* I’m looking for sponsors which could donate us some money, so we could all go on summer camp.
If you can please ask whoever you think that could help us.
*We need to collect about 35,000 MNT (tugrik) per person.
1 USD - 1427.540 MNT
1 PLN - 437.521 MNT
*Giving you an example is one person could give us 200PLN then I will need about 17 people to donate us. And then we could all go!


I do not know actually what else to say! It’s so many things going around!
Generally I would say that’s “OK”.

Did any of you went to procession? I like processions!


I would like also ask all scouts and cubs to follow yours decalogue and rules which you was given. Because nobody can push you to be a one of us-this have to be your one choice!
I’m trying to explain my scouts that when you decide to be one of us you need to voluntary say “YES”, to your decalogue, adventure, hard work, fun and rules!

Lots of love
tucha

środa, 20 maja 2009

Długo bardzo

długo nic nie pisałam, a to dlatego, że nie było internetu.
W tym czasie, zdarzyło się naprawdę wiele.
od taki zwyczajnych, że byłam na 2 wycieczkach, jednej 2 dniowej drugiej 5 dniowej
poprzez to że I i C nie są jeszcze ustawieni
do tego że groziła nam powódź i mięliśmy duży pożar... nie mamy już kuchni, łazienki, Arnold stracił pokój, nie ma kotłowni, okopcona kaplica...

Był Kristof
choruje jedno małe prosiątko
z sześciu szczeniaków zostało 4
nowe ogrodzenie prawie skończone
posprzątałam w pokoju
przyszła paczka z Polski od najlepszej gromady na świecie
kupiłam mundury dla mojej drużyny
byłam na świetnym koncercie Czesko- Mongolskim
szyję sobie delę- narodowy strój
za tydzień wakacje
życie się troczy jednym słowem

i to dobrze się toczy

zobaczcie zdjęcia z wypadu na Gobi: http://picasaweb.google.com/gobidesert2009

pozdrawiam

ps. minęło pół roku od przyjazdu do Mongolii

wtorek, 14 kwietnia 2009

PHOTOS

New dzurag ;) pictures, in Picasa...
http://picasaweb.google.com/nartabejn

Welcome

piątek, 3 kwietnia 2009

"Harcerz w każdym widzi bliźniego, a za brata uważa, każdego innego hacerza"


Taki był mniej więcej temat dzisiejszej zbiórki.
Gawęda trudna- pantomina; abstrakcyjna, nie łatwa do zrozumienia przez maluchy, konieczne później jej omówienie.
Zabawa w potwory, wyklejanie skałta z innego kontynentu, elektryczne krzesło, a seja bum... nic wielkiego, ale wychodzi :)

18-19.04.2009
Czeka nas pierwszy biwak :) śpimy w starym, opuszczonym zamku, czyli w szkole :) ale spoko, szykuje się nie źle. Zgubiłam scyzoryk i nie mam czołówki. Rozklejają mi się trochę treki, ale jeszcze do listopada dociągnąć muszą :)

wtorek, 31 marca 2009

Żniwo :)

Z piękną informacją, promieniejąc z radości i już od progu krzycząc, wrócili wczoraj dwaj chłopcy z egzaminu! Otgondylgier i Ganzorik, zdali egzamin i zostali dopuszczeni do CHRZTU i PIERWSZEJ KOMUNII ŚWIĘTEJ!!! Dzieciaki zaczęły im gratulować, klepać po plecach, przytulać, ściskać, i chyba trochę zazdrościć :) ale to dobrze, może to będzie ich motywatorem?! Otgondylgier- już nie długo Jakub, oraz Ganzoik, przyszły Dominik, do dzisiaj chodzą z "bananem" na twarzy ;) ja też się strasznie cieszę. Po ich Chrzcie i Komunii, będzie nas już 8-cioro! plus troje pracowników! To już prawie jak parafia!

Rozsadza mnie radość i duma z naszych chłopaków! Eh, super!

Dominik:








Kuba (i ja; nie miałam pojedynczego zdjęcia):


ps. oboje są scoutami, czyli w drużynie będzie nas czworo!

czwartek, 26 marca 2009

Kochać, pięknie


Kochać, miłość
Próba, oddanie się woli Pana

Choć nie osobiście, doświadczam tego tutaj

Jestem świadkiem, jednej z najpiękniejszych rzeczy na ziemi!
Miłości dwojga bliskich mi osób (choć tak naprawdę, bliskich od niedawna)

Miłości, która urodziła się tutaj u nas, w Mongolii
nie urodziła się w Polsce, nie w grupie wolontariackiej
tylko tu! musieli przyjechać tak daleko, by być tak blisko

Wiecie, jak to jest :) patrzeć jak ludzie promienieją!
Zmieniają się!
Odmieniają innych?!

Każdego dnia, oboje wstają do pracy, wypełniając swoje obowiązki najlepiej jak potrafią, aby w chwili wytchnienia, wymienić się pojedynczym SMSem, a w sobotę, kilku godzinnym spotkaniem- jak nie ma pracy.

No i znów tydzień się zaczyna, i znów wieczorne rozmowy, nabijanie się, plany, pomysły, jak to babskie ploty ;)

Fajnie jest widzieć, czuć i oddychać rodzącą się miłością.

- wystawiam posta, bez zgody zakochanych, bo gadają ze sobą i nie zwracają na mnie uwagi- ;)

super, co?

piątek, 20 marca 2009

po udanej zbiórce

Czuwaj!

Dzisiaj odbyła się kolejna zbiórka, dość udana :) każda kolejna jest, jak by lepsza. Więcej pamiętają, lepiej gawęda mi idzie, więcej zabaw, pląsów... więcej braterstwa, zaufania. Boże, jak to dobrze, żeś mi pozwolił przyjąć harcerski styl życia za swój, dzięki temu, mogę odnaleźć dobro w wielu naszych dzieciakach. To naprawdę, wielkie błogosławieństwo być harcerzem, móc Prawo i Przyrzeczenie Harcerskie, dobrowolnie przyjąć jako dodatkowy dekalog życia. Dzięki Wam, ze myśli w Dzień Myśli Braterskiej, dzięki za kartkę, za pamięć.

Naprawdę się staramy pracować dobrze, różnie to idzie, ale staramy się, nasze harcowanie raczkuje, potrzebuję zrobić wyczyn z wędrownikami- może jakiś pomysł?

Pozdrawiam,
Czuj!
Czuwaj!

poniedziałek, 16 marca 2009

GAFA


No tak, ja przecież w ogóle to Wszystkich serdecznie pozdrawiam
Wiadomo, najbardziej to MAMY, Mamę z Gdyni, z Cybinki, Mamę Czarka
no i Wszystkie Mamy!

A także tych, którzy zaglądają tu czasem, przypadkowo, celowo, regularnie...

ucałowania!

ps. kupiłam sobie dzisiaj 3 pary rajstop

sobota, 14 marca 2009

bez skromności

He he

bez skromności myślę, że jesteśmy (chyba) najbogatszą placówką misyjną na Świecie!
No serio, serio. no bo która placówka, ma takie niesamowite dzieciaki jak my?! Pewnie inni wolontariusze powiedzą to samo o swoich i się zbulwersują, ale musicie sami to przyznać i się z tym pogodzić :) dzisiaj po ponad półtora godzinnej lekcji angielskiego, sto procent z moich uczniów, skumało co to: NORTH, SOUTH, EAST, WEST :) czyli, troje! Co prawda, to że siedemnasto i osiemnastolatkowie, uczą się z książki dla dzieci, to mały poślizg, no ale, wyjątki stanowią regułę ;) kolejno: kiedy ginie sobie piłeczka do tenisa stołowego, (prawie) zawsze któryś ze starszych chłopców, podejmuje śledztwo- różnymi metodami i z różnym skutkiem, ale różnorodność, to przecież bogactwo! W jakiej innej placówce są ruchome ściany?! gdzie są magiczne drzwi, co jednego dnia masz problem otworzyć a innego otwierają się same, i nie da się zamknąć? Gdzie na Świecie jest taka druga różnorodna wspólnota, która uczy się pilnie- współpracować?! i wychodzi jej to coraz lepiej! Gdzie takie dzieci, co grają w kosza lub w nogę w samej koszulce, kiedy minus 10 albo minus 15, no gdzie?! No przecież tylko tu! Kurka! i takich przykładów mogła bym pisać i pisać, tylko że później nikt tego nie przeczyta ;)

oj kochani, możecie nam tylko zazdrościć!
Iwonka i ja, każdego dnia odkrywamy coś nowego, zaskakującego, wspaniałego
coś co daje siłę na dalsze kroki, no i to, że Pan jest tu z nami, jest tak blisko, jest w zwykłości, w codzienności, w naszych małych wielkich pociechach!

MAMO CEZAREGO!
Uwielbiamy Cię :) dzięki Pani wiem, że czasem ktoś nas czyta :) i to podnosi nam ducha i wenę do pisania ;) dziękujemy i pozdrawiamy ;)

a matematyka nie jest łatwa (dzurag made by Czaris; dzięki):










piec jest gorący a ja mam ogon:

środa, 11 marca 2009

od dzieciństwa


Od dzieciństwa lubiłam uczestniczyć w życiu Kościoła, bardzo "lubiłam" Drogę Krzyżową.
Jeśli Drogę Krzyżową, można lubić, to ja lubiłam i chyba nadal lubię. Można prawdziwie spróbować pójść za Jezusem. Wraz z sercem idzie też wyobraźnia, jaki ból, jaki trud...
Czy ja niosę swój krzyż z godnością? Czy umiem się podnieść? Czy umiem przystanąć nad cierpiącym? otrzeć twarz?! czy umiem cierpieć z Matką? ile razy lamentuję i marudzę, często nad tym co nie trzeba?! takie i inne pytania chodzą po Drodze Krzyżowej, po mojej głowie, po moim sercu.

Każdego dnia wstać rano, wziąć swój krzyż z szacunkiem, ucałować
Pościć tak, żeby tylko On wiedział
Cierpieć tak, żeby nie wiedział nikt

niedziela, 1 marca 2009

Pokory

Temat trudny, uczy się pokory. Każdego dnia, chciało by się jej mieć więcej, z jakim wielkim trudem ona przychodzi... przychodzi, powoli, po trochu, wciąż za mało, wciąż nie dość.
Kurka, jak by się chciało jej mieć na zapas... jak by się chciało mieć na nią przepis, receptę, radę, system, sposób. Szkoda, że nie ma.

Jak się uczyć jej?

Żadnej decyzji, nie można podjąć samodzielnie, żadnej kroku, żadnego sposobu.
Kiedy zbiórka, biwak, wyjście i czy w ogóle pozwolić? Nawet sposób współpracy z dziećmi, kontakty, wszystko musi być "zapytane"/"pozwolone".

Nie ma mowy o własnych decyzjach, krokach, sposobach. To jest właśnie wspólnota, dzięki temu, można zapobiec "głupim pomysłom", nie udaniu się czegoś, może nawet czemuś niebezpiecznemu. To właśnie zaleta wspólnoty, różnorodność w patrzeniu, w kulturze, dyskusji, sposobie. Możliwość czerpania i dawania, uczenia i nauczania, wspólnego odnajdywania "złotego środka".

Zaleta, czy wada? a niespodzianka, zaufanie, swoboda, uwolnienie charyzmy...

WSPÓLNOTA, zalety ma, ale ma też wady. Jak wszystko, ale wiele w kierowaniu wspólnotą, zależy od nastawienia jej składu. My rzadko ryzykujemy, brak nam jednolitości, ale jest wsparcie i nauka wyrozumiałości i POKORY! (mojego celu od dzisiaj).

To dla tych, co wciąż dopytują z KIM tu mieszkam:

Skład mieszkańców Amgalan: (za mocne słowa,przepraszam, to ocena subiektywna)
- 26 niesamowitych, cudownych, grupowych indywidualistów, naszych kochanych dzieciaków!
- Dyrektor- Fr. Paul (Chiny, 50lat)- skromny, mało zdecydowany, choć czasem zadziwia i imponuje natychmiastowymi decyzjami (nie oceniam czy dobrymi, czy złymi), nie pewny siebie i swojego zdania, często patrzy w podłogę, opanowany, sympatyczny, z wesołym usposobieniem, pracowity- biurowo, pomocny, rozważny, człowiek modlitwy, mówiący trafiające homilie, czasem cykor, pogodny, fajny gość.

- Ekonom- Fr. Wiktor (Polska, 35lat)- zakręcony, zmienny, wesoły, przekładający rzeczy z kąta w kąt, z miejsca na miejsce, realista, lubi zwierzęta, zna się na żartach, potrafi przygadać, lubi spać, pięknie żyjący. Obecnie, nie obecny- czyli urlop w Polsce.

O Reszcie ekipy napiszę później, bo muszę iść na kolację.

Puentą wypowiedzi mojej jest: Kocham nasze DZIECIAKI!
PS. jak by brakowało Wam intencji do modlitwy, pomódlcie się o pokorę dla mnie.
Dzięki.

sobota, 28 lutego 2009

Nazbierało się

Nazbierało się, nie było trochę internetu, więc może część streszczę. Nie będzie chronologicznie, ale to nie szkodzi.

Mangadziaw u Ganzorików
Przygotowania do Cagan Saar, wiadomo, zaproszenia na gościnę wiadomo, ale nie spodziewałam się 3dniowego zaproszenia przez rodziców jednego z naszych chłopców. Bardzo mi się miło zrobiło, ale wiadomo, pojechać nie bardzo; jedna gęba więcej do jedzenia i picia, jedna więcej krząta się po jurcie, poza tym Inchtur był chory i ktoś musiał być na w razie czego, zresztą Dyrektor od razu powiedział, że nie no i już nie było wątpliwości. Ponieważ Ganzorik (lat 19) ma bardzo dobre serce, postanowił zabrać ze sobą najmniejszego z naszych chłopców, który by zupełnie nie gdzie nie pojechał i zupełnie nikogo by nie odwiedził, bo zupełnie nikogo nie ma. Radość tego małego 7latka, była tak wielka, że ciężko było się na niego spojrzeć i nie uśmiechnąć, ech, fajowo.
Chłopaki wrócili już cali i zdrowi i nawet prezent mi przywieźli, i Mangadziaw, jest tak szczęśliwy, jak chyba nigdy przedtem.

Wypad za miasto-pożar

W piątek (27.02) Gosia i Rafał (polskie małżeństwo, misjonarze)zabrali nas (Iwonę, Czarka i mnie)na wypad za miasto. Pojechaliśmy do pięknej doliny, skąd rozpoczął się nasz mały spacer. Po chwili Iwona z Czarkiem poszli inną drogą a Gosia, Rafał, ich syn Zbyszek i ja, poszliśmy inną. Po pewnym czasie się spotkaliśmy, i opowiedzieli nam, że ktoś za nimi idzie, i faktycznie, szedł. Szedł za nimi typowy mongolski pasterz, którzy za górką miał stado. Ciekawy kto dobrowolnie chodzi po górach, poszedł za białymi twarzami. Spotkaliśmy się, pozwolił na wspólne zdjęcie, zamieniliśmy kilka zdań i każdy poszedł w swoją stronę. Kiedy było już widać parking, na którym stała nasza maszyna, podziwiałam jak z dachu pobliskiego budynku unosi się para (jak się później okazało, dym). Kiedy siedzieliśmy już w samochodzie, zaniepokoiło nas zamieszanie, wynoszenie rzeczy, noszenie wody, ziemi, piachu... Rafał poszedł się zapytać co się dzieje, okazało się, że potrzebują pomocy. Pali się, nie umknęło to uwadze. Budynek drewniany, ogień szybko się rozprzestrzeniał, pomogliśmy wynosić rzeczy, nosić wodę, gaśnice nie działały... doceniam kurs KSRG. Kiedy paliło się na dobre, pobliskie jurty (turystyczne)okazały się niebezpiecznie blisko, zaczęła się ewakuacja jurt. Nie muszę chyba dokładnie opisywać, w jakim stanie była właścicielka, kiedy palił się dobytek całego jej życia. Nie wiele zrobiliśmy, może dało by się więcej, ważne że nikomu się nic nie stało.Chciałam zostać do końca, nawet jak już przyjechała straż pożarna, ale nie byłam przecież sama, nie swoim samochodem. Usprawiedliwiałam się późniejszą modlitwą, ale i tak chciałam zostać do końca. Nigdy, jako harcerze, strażacy, ratownicy, nie powinniśmy zostawiać tak sytuacji, jak zostawiłam ja. Przez myśl chodziło mi jednak to, że jak powiem, że zostanę, to oni też zostaną i nie będzie im się to podobało... eh... do dzisiaj mi to leży, gdzieś na wątrobie.
Służba ma przecież trwać do końca, ta za którą się nie dziękuje. Ma trwać, mamy czuwać! Mamy służyć, o braci harcerska, powiedzcie, że myślicie podobnie...

Taksówka
Również wczoraj, wieczorem, poszliśmy na pizze, do miasta, z okazji minionych urodzin Czarka. Lucyna- polska nauczycielka, Iwi, Czaris no i ja. Spędziliśmy miło czas, po czym taksówką (znów trochę w brew mojej woli) pojechaliśmy do szkoły, skąd odebrał nas Fr. Pol (też trochę wbrew mojej woli). No, ale o taksówce miałam pisać, więc taksówkarz, pan inżynier, mówił biegle po angielsku a także po rosyjsku, niemiecku i po polsku. Był w Gdyni i w Gdańsku. Wziął jedyne 2.500 tugruków, a powinien przynajmniej 5.000. Bardzo było miło i sympatycznie. Polecam taksówkę nr 2629.

o Cagan Saar- w skrócie
To po prostu trzeba przeżyć! Ciężko opisać tradycje, rytuały, gesty, które się pojawiają, które są istotne, ważne... Dopiszę więcej, przy zdjęciach w galerii (zdjęcia za kilka dni).

Pochwalnie o dzieciach
Eh, to miał być długi wątek, ale będzie zwięzły.
Jedynie na kilka dni wyjechały do bliskich, krewnych i znajomych, zrobiło się cicho i pusto. MASAKRA! Najlepiej to bym zadzwoniła do każdego po kolei, i zapytał się czy jest już w domu, czy zastał rodzinę, czy jest ciepło, czy jest jedzenie, prezenty, łóżko? Umyte zęby, przebrana piżama... chyba wiem jak się czują rodzice wysyłając dzieciaka na pierwszy biwak. No, ale dzięki Bogu, część już wróciła, jutro wróci więcej.
Miało być pochwalnie, i też miało być długo, ale krótko będzie, nasze dzieciaki są naprawdę super, wspaniałe.

Ciśnie się na palce jeszcze kilka spraw, ale nikt tego nie przeczyta, więc może jednak pozostawię, to tylko dla siebie.


Zdrowa, nie tęsknię, trochę się lenię, zadowolona. Kochająca, raczej uśmiechnięta, trochę rozdarta, tęskniąca za adrenaliną i przygodą, Wasza tucha.

czwartek, 12 lutego 2009

Wolontariat


Co to jest w zasadzie ten wolontariat? Hm, tu w Amgalan, mój wolontariat składa się z zupełnie zwykłych rzeczy (ale w nie zwykłym miejscu z nie zwykłymi ludźmi). Zwykłe rzeczy, o których w Polsce nie pomyślała bym pewnie nigdy, w ramach pracy- wolontariatu. Przerzucenie węgla z przyczepy, zmielenie jedzenia świniom, zrobienie gimnastyki z mniejszymi dziećmi. Czy takie zajęcia, można rozpatrywać w ramach wolontariatu? w kategorii pracy? praca- bez wysiłku, to dopiero... ale może chodzi tu o to, żeby być? Żeby tylko pomagać? Żeby dać rano śniadanie i nakleić plaster na skaleczony paluch. Może trzeba się mongolskiego uczyć, który tak ciężko przychodzi. Dzisiaj nie umiem odpowiedzieć, na żadne z tych pytań. Póki co, jestem tutaj, naklejam plasterki, daje witaminę C, przerzucam węgiel, uczę angielskiego, robię gimnastykę, prowadzę drużynę, ot, zwykłe rzeczy. Ale także się cieszę, że tu jestem, że mogę uczestniczyć w codziennym życiu, nie codziennych ludzi, w ich nie zwykłej codzienności. Ot, być po prostu szczęśliwą :) tylko tempa mi brakuje.

Pozdrawiam zapracowanych :*