Różne rzeczy dzieją się w naszym życiu. Nie spodziewamy się czasem takiego obrotu sprawy, jaki zastajemy. No i tu na przykład, usunięcie z naszego domu, jednego z chłopaków. Jeszcze bardziej nie spodziewałam się, że się poryczę, przy jego pakowaniu- wyjeździe. Mieszkał tu 6 lat, czyli dłużej niż ktokolwiek z nas tu obecnych. Był tu mieszkańcem jak nikt, wpisany w historię domu, i nagle go nie ma. Sześć lat nie pomogliśmy mu zagospodarować agresji, jaka czasem bardzo dynamicznie i niebezpiecznie z niego wychodziła. Sześć lat, nikt mu nie pomógł, i teraz też mu nie pomogliśmy. Już dawno powinien być pod opieką specjalisty, bo chyba rzadko takie reakcje pojawiają się z dnia na dzień. Teraz jest w policyjnym ośrodku; wiemy jak wyglądają takie ośrodki w Polsce; trudno mi wyobrazić sobie taki ośrodek tutaj. Chłopcy nie chodzą do szkoły, przychodzi do nich nauczyciel, a on zaczął robić bardzo duże postępy w angielskim. Pozostali chłopcy tam, to -z tego co wiem- mali przestępcy, jednak nie jest to ośrodek poprawczy. Nasz Ama, będzie tam się męczył, tak mi się wydaje. Wydaje mi się, że skrzywdziliśmy go, zawsze to lepiej mieć "złego" w dobrym środowisku, niż pakować dobrego w "złe" środowisko. Ama jest agresywny i czasem nieobliczalny, ale ma bardzo dobre serce, umie zajmować się mniejszymi dziećmi i robi to z chęcią i poświęceniem. Miałam nadzieję, że zostanie zastępowym w tworzącej się drużynie... trochę więc se poryczałam. Mam nadzieję, że wróci.
Kolejna sprawa, to uznanie, pewnego rodzaju uznanie, można uzyskać, przelewając zupę z gara do koryta. Tak, tak, było to dla mnie miłe zaskoczenie, kiedy usłyszałam: o, polsz hun, strong- polski człowiek, silny. Tylko, że garnek nie był ciężki, chodziło bardziej o to, że zrobiłam to inaczej niż było to robione do tej pory i mogło to wyglądać na to, że to jakiś wyczyn jest ;) fajnie, miło. Uznanie to ważna sprawa.
Wczoraj odbyła się pierwsza zbiórka tworzącej się drużyny. Przyszło około 17 osób, i wyszło naprawdę ciekawie, szczególnie moja pierwsza gawęda po mongolsku, składająca się z około 15 słów powiedzianych naprzemiennie, później od tyłu, później trochę jeszcze coś pokręciłam, ale dzieciaki uznały, że rozumieją o co mi chodzi :) później jedne ze starszych chłopaków, który wyłapał sens mojego bełkotu, przetłumaczył chłopakom o co mi chodziło :) tematem zbiórki, był oczywiście scoutting. Powiedzieliśmy sobie co to jest WOSM i WAGGGS, Baden Powell i scoutowy uścisk dłoni. Kilka zabaw, ćwiczenie i piosenka, najpierw polska, później mongolska. Wieczór należy zaliczyć do udanych. Pierwsze spostrzeżenie jest takie, że drużynę trzeba będzie podzielić na 2 grupy wiekowe, zuchy i harcerzy oraz harcerzy starszych i wędrowników razem. No i podział nie będzie względem klas szkolnych, bo to by oznaczało, że w pionie młodszym był by 18to latek, bo jest w 5 klasie. Podział będzie zależał od indywidualnego rozwoju i zaangażowania chłopaków i dziewczyn.
Tworząca się kadra drużyny, ma szansę na przetrwanie, jeśli tylko pozwolą sobie na trochę szaleństwa i odpowiedzialności. Zobaczymy po biwaku, bo trzeba już powoli myśleć o biwaku. Pierwszy będzie pewnie w ich szkole, kolejne- się zobaczy.
Tak czy siak, nasze cudowne dzieciaki, są wyjątkowe :) i tyle.
Teraz mniejsi bawią się na podwórku, w zabawy podwórkowe, więc nie należy im przeszkadzać, starsi zaraz będą się uczyć, bo od poniedziałku mają egzaminy semestralne.
Jeśli macie jakieś konspekty naprawdę udanych zbiórek i biwaków- poproszę.
Czuwaj
tucha