He he
bez skromności myślę, że jesteśmy (chyba) najbogatszą placówką misyjną na Świecie!
No serio, serio. no bo która placówka, ma takie niesamowite dzieciaki jak my?! Pewnie inni wolontariusze powiedzą to samo o swoich i się zbulwersują, ale musicie sami to przyznać i się z tym pogodzić :) dzisiaj po ponad półtora godzinnej lekcji angielskiego, sto procent z moich uczniów, skumało co to: NORTH, SOUTH, EAST, WEST :) czyli, troje! Co prawda, to że siedemnasto i osiemnastolatkowie, uczą się z książki dla dzieci, to mały poślizg, no ale, wyjątki stanowią regułę ;) kolejno: kiedy ginie sobie piłeczka do tenisa stołowego, (prawie) zawsze któryś ze starszych chłopców, podejmuje śledztwo- różnymi metodami i z różnym skutkiem, ale różnorodność, to przecież bogactwo! W jakiej innej placówce są ruchome ściany?! gdzie są magiczne drzwi, co jednego dnia masz problem otworzyć a innego otwierają się same, i nie da się zamknąć? Gdzie na Świecie jest taka druga różnorodna wspólnota, która uczy się pilnie- współpracować?! i wychodzi jej to coraz lepiej! Gdzie takie dzieci, co grają w kosza lub w nogę w samej koszulce, kiedy minus 10 albo minus 15, no gdzie?! No przecież tylko tu! Kurka! i takich przykładów mogła bym pisać i pisać, tylko że później nikt tego nie przeczyta ;)
oj kochani, możecie nam tylko zazdrościć!
Iwonka i ja, każdego dnia odkrywamy coś nowego, zaskakującego, wspaniałego
coś co daje siłę na dalsze kroki, no i to, że Pan jest tu z nami, jest tak blisko, jest w zwykłości, w codzienności, w naszych małych wielkich pociechach!
MAMO CEZAREGO!
Uwielbiamy Cię :) dzięki Pani wiem, że czasem ktoś nas czyta :) i to podnosi nam ducha i wenę do pisania ;) dziękujemy i pozdrawiamy ;)
a matematyka nie jest łatwa
(dzurag made by Czaris; dzięki):

piec jest gorący a ja mam ogon: